Redaktor Dorota Łosiewicz pytała swojego rozmówcę o pierwsze posiedzenie Sejmu RP X kadencji i postawy liderów ugrupowań dotychczas opozycyjnych, a obecnie aspirujących do przejęcia władzy. Generalnie jakby to jest kontynuacja tego, co było mówione w kampanii wyborczej, szczególnie przez liderów Trzeciej Drogi, że chcą nowego Życie jest cudem Dorota Łosiewicz • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! • Oferta 12590261110 Małgorzata Łosiewicz currently works at the Department of Journalism, University of Gdansk. Małgorzata does research in Communication and Media. Their current project is 'Research on identity MOI RODZICE - Marta Kaczyńska (Dorota Łosiewicz) • Książka ☝ Darmowa dostawa z Allegro Smart! • Najwięcej ofert w jednym miejscu • Radość zakupów ⭐ 100% bezpieczeństwa dla każdej transakcji • Kup Teraz! Dane spółki: Fratria Sp. z o.o. zarejestrowana w Sądzie Rejonowym Gdańsk-Północ w Gdańsku VIII Wydział Gospodarczy KRS pod nr 0000429681, NIP 113-285-77-90, o kapitale zakładowym 5.570.600,00 PLN. „ Dziennikarzowi musi się chcieć bić o prawdę, bo inaczej ta praca nie miałaby sensu” — mówiła Dorota Łosiewicz, współautorka książki „Moi Rodzice” oraz publicystka tygodnika „wSieci”, na spotkaniu Klubu Dyskusyjnego im. T. Merty w Ostrowi Mazowieckiej. . Billboardowa akcja pokazująca nienarodzone dziecko w łonie matki, które przybrało kształt serca, wzbudza wściekłość lewicowych polityków i aktywistów – pisze na łamach tygodnika „Sieci” Dorota Łosiewicz i stawia pytanie, dlaczego tak się dzieje. Dorota Łosiewicz przybliża ideę kampanii społecznej Fundacji Nasze Dzieci – Edukacja, Zdrowie, Wiara, która […] dosłownie zalała Polskę plakatami. Wizerunek nienarodzonego dziecka w macicy w kształcie serca pojawił się na billboardach małych, średnich i dużych. Na słupach reklamowych i przystankach. Fundacja rozpowszechniła ok. 1,5 tys. plakatów, które pojawiły się w 11 miastach. Początkowo nie towarzyszyły im żadne hasła. Można było sądzić, że mamy do czynienia wyłącznie z akcją antyaborcyjną. Na plakatach stopniowo zaczęły się ukazywać jednak także hasła, np. „Jestem, ufam”. Wieszano również nowe plakaty ze zdjęciem USG twarzy nienarodzonego dziecka i podpisem „Mam 5 miesięcy”. Aż wreszcie na billboardach pojawiły się duże napisy „Hospicja perinatalne”. Okazało się więc, że oprócz promocji życia mamy do czynienia z bardzo kosztowną i potrzebną promocją idei hospicjów perinatalnych, czyli miejsc, w których szerokie wsparcie mogą otrzymać rodzice spodziewający się narodzin dzieci z wadami letalnymi. Łosiewicz zwraca uwagę, że ta potrzebna i pożyteczna akcja wywołała powszechne oburzenie lewicy, feministek i uczestniczek tzw. „Strajku kobiet”. Podobnie niezrozumiała jest agresja i furia uczestników demonstracji popierających aborcję, głównie młodych mężczyzn, w reakcji na wspomniane plakaty. Wszyscy chyba pamiętamy, z jaką złością niszczono w centrum Warszawy nośniki z wizerunkiem nienarodzonego dziecka. – Ten plakat powinien generalnie wzbudzać pozytywne emocje, ponieważ jest ciepły, metaforyczny (mam na myśli macicę w kształcie serca) i pokazuje rzeczywistość, która po prostu istnieje – tłumaczy dr Sabina Zalewska, psycholog rodziny, pedagog, terapeuta z warszawskiej Poradni Dewajtis. – A skąd te agresywne uliczne reakcje? One wynikają ze sprzeciwu wobec idei, którą plakat ze sobą niesie, przecież nie z powodu widoku dziecka w łonie matki. Ten widok jest po prostu piękny. Możliwe też, że te reakcje związane są z jakąś traumą, u niektórych ludzi tak rozładowywana jest frustracja – dodaje dr Zalewska. Dziennikarka podkreśla także, iż hospicja perinatalne […] istnieją w Polsce od wielu lat. Dotychczas trafiały tam kobiety w ciąży, które zdecydowały, że urodzą chore dziecko. To nie tyle instytucje, ile sposób myślenia i działania, tak by wesprzeć rodziców oczekujących narodzin poważnie chorego dziecka. Zapewniają kompleksową pomoc (medyczną, psychologiczną, socjalną) od momentu diagnozy, przez całą ciążę, aż do porodu. Zapewniają też pomoc w opiece nad urodzonym chorym dzieckiem. Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Sieci”, w sprzedaży od 22 lutego br., także w formie e-wydania na Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – i oglądania ciekawych audycji telewizji O nowo narodzonej Anielce i innych codziennych cudach z Dorotą Łosiewicz rozmawia Agata Puścikowska. Agata Puścikowska: Jakbyś zareagowała rok temu, gdybyś usłyszała: „W 2015 r. będziesz w czwartej ciąży, napiszesz książkę o cudach, a następnie doświadczysz cudu?”. Dorota Łosiewicz: Pewnie bym nie uwierzyła. Natomiast 15 lat temu podobny scenariusz wręcz bym wyśmiała. Wtedy byłam daleko od Kościoła, od Boga. Jakoś w dzieciństwie nikt nie próbował mnie do niego doprowadzić. Swoją drogę znalazłam sama, będąc już dorosłą osobą. To było nawrócenie małymi krokami, bez spektakularnych wydarzeń. Wyszłam za mąż za wierzącego mężczyznę, któremu zależało na wspólnym chodzeniu do kościoła i wychowaniu dzieci w wierze. Teraz wiem, że on nie przypadkiem został postawiony na mojej drodze, bo od niego wszystko się zaczęło. Zaczęłam regularnie chodzić do kościoła, uczestniczyłam w nabożeństwach. Łaska zaczynała działać, a we mnie rodziła się wiara. Zaczęłam w przypadkach widzieć Boże plany. Doświadczać Jego obecności. Gdy dwa lata temu przeżyłam trudne doświadczenie zawodowe, wzmocnił mnie. Ktoś, kto się za mnie modlił, otrzymał dla mnie słowo: „Niech zawstydzą się zuchwali, bo niesłusznie mnie dręczą, ja będę rozmyślał o Twoich przykazaniach. Niech zwrócą się do mnie bojący się Ciebie i ci, którzy uznają Twoje napomnienia. Niech serce moje stanie się nienaganne w Twych ustawach, abym nie doznał wstydu”. Postanowiłam wtedy całkowicie już iść drogą nawrócenia. I słowo się wypełniło. Poszłaś za tym słowem? Poszliśmy razem. Pojechaliśmy nawet na rekolekcje dla małżeństw. Odkryliśmy swoją miłość na nowo. Odnowiliśmy przysięgę małżeńską. Podczas rekolekcji modlono się również za nas wstawienniczo. I kolejne słowo, które otrzymaliśmy: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”... Boże Narodzenie zbliżało się wielkimi krokami. Podczas porządków opróżniliśmy wszystkie szafy z maleńkich ubranek (mieliśmy troje sporych już dzieci) i dziecięcych akcesoriów. Oddaliśmy potrzebującym pięć gigantycznych toreb. Bo „wszystkie dzieci już w domu”? Tego typu deklaracje często się zabawnie kończą. Jak to się mówi: „Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”. Jak się okazało, te były inne. W styczniu zrobiłam test ciążowy. Dwie kreski. Zapytałam od razu męża, oczywiście żartując, czy możemy odzyskać nasze dziecięce ciuszki. Ale nie musieliśmy. Gdy wieści rozeszły się wśród przyjaciół, wszystko wróciło do nas podwójnie. Ale zanim zaczęłam się na dobre cieszyć nowym dzieckiem, przeżyliśmy trudny moment. Poszłam do przychodni, żeby potwierdzić, że czekam na malucha. Lekarz zbadał mnie, ale nie potwierdził ciąży. Wysłał na USG. Badanie trwało... zbyt długo i w ciszy. W końcu lekarz stwierdził, że w macicy jest krwiak, ciąży potwierdzić nie może. I jeśli jest w ogóle jakaś ciąża, to pozamaciczna. Pojechałam do warszawskiego Szpitala Świętej Rodziny. I znów wynik USG: dziecka nie widać, niestety krwiak był widoczny. W szpitalu okazało się też, że mam podwyższony poziom hormonu Beta-HCG, tzn., że ciąża jest, ale fakt, że jej nie widać, wskazuje na ciążę pozamaciczną. Zostałam w szpitalu. W niedzielę położne zaczęły mnie szykować psychicznie na laparoskopię, zabroniły chodzić. Zabieg miał się odbyć w poniedziałek. Ponieważ mieliśmy w tym czasie pojechać na Eucharystię do zaprzyjaźnionej Wspólnoty „Święta Rodzina”, dałam znać, że się nie pojawimy. Wysłałam SMS do kolegi: „Nie dojedziemy, bo jestem w Szpitalu Świętej Rodziny”. I czekałaś... Sama. Mąż wrócił z dziećmi do domu. Zostałam sama na sali. Nagle zaczęłam płakać (czy może raczej ryczeć). Płakałam i płakałam. W tym płaczu, który pojawił się nie wiadomo skąd, równie nagle nabrałam absolutnego przeświadczenia, że jest we mnie mała duszyczka i że powinna się tam czuć najbezpieczniej. A nie jest bezpieczna! Czułam po prostu, że mojemu dziecku grozi śmierć. Ten mój płacz był zresztą przedziwny: jakiś oczyszczający, do głębi prawdziwy, trochę jakby spoza mnie. Skończył się tak samo, jak się zaczął. Nagle. A ja byłam... uspokojona. Minęła godzina, może trochę więcej. Drzwi sali się uchyliły i weszli ludzie ze Wspólnoty „Święta Rodzina”. „Poczuliśmy, że musimy przyjechać” – tłumaczyli. Zapytałam, czy wcześniej modlili się za mnie. Odpowiedzieli, że tak. I już wiedziałam, dlaczego tak płakałam. I od Kogo był ten płacz. W szpitalu przyjaciele ze wspólnoty modlili się nade mną. Szczerze mówiąc, bałam się, że do sali... ...wejdą lekarze. No właśnie. Mogliby się mocno zdziwić. I kolejne słowo dla mnie: „Pan Jezus pyta, czy Mu ufasz”. Ufam. Zaufałam. Wiedziałam, że nawet jeśli wszystko potoczy się (po ludzku) źle, to Jezus wyprowadzi z tego dobro. Po tej modlitwie spało mi się świetnie. A potem był poniedziałek. I planowana laparoskopia. Rano przed obchodem poprosiłam lekarza, który akurat miał dyżur, ale nie znał mojego przypadku, żeby mnie zbadał. Zgodził się. Weszłam do pustego gabinetu i pierwsze, co zobaczyłam, to... obraz Świętej Rodziny na ścianie. Podobny mamy w domu. Świętą Rodzinę noszę też na szyi w formie medalika. Pomyślałam, że to chyba nie są przypadki. Zresztą moje ulubione powiedzenie brzmi: „Przypadek to ksywka Ducha Świętego”. Lekarz zaczął badanie. Po chwili zapytał, dlaczego w ogóle leżę w szpitalu. Odpowiedziałam, że z powodu podejrzenia ciąży pozamacicznej. Spojrzał dość zdziwiony i poinformował: „Ależ ja tu widzę pięknie rozwijającą się ciążę! Krwiak? Nie ma żadnego krwiaka”. Następnego dnia wyszłam ze szpitala. By zacząć pisać książkę. O cudach. Jakiś czas wcześniej powiedziałam sobie, że napiszę książkę, ale muszę otrzymać wyraźny znak z Góry. Uznałam, że historia z początkami ciąży i Boża opieka, którą poczułam, są tym znakiem. Czułam, że otrzymałam zadanie: zebrać historie ludzi, którzy doświadczyli cudu, Bożej interwencji w życiu. A codziennych cudów jest mnóstwo. Niemal w każdej rodzinie ktoś odczuł konkretną ingerencję Pana Boga w swoje życie. Od czasu przyjścia Jezusa na świat, nic się nie zmieniło. On chodzi i działa. – Od czasów życia Chrystusa na ziemi nic się nie zmieniło. Cuda zdarzają się każdego dnia – mówiła w TV Republika Dorota Łosiewicz, publicystka tygodnika "W Sieci" i autorka książki pt. "Cuda nasze powszednie". – Po napisaniu tej książki dowiedziałam się o tym, jak działa miłość Boga do człowieka. Gdy oddałam ją do druku nie spodziewałam się, że także i mi przydarzy się cud. To był test wiary. Staram się podkreślić, że nasza wiara nie opiera się tylko i wyłącznie na cudach. Trzeba wierzyć nawet wtedy, gdy one się nie zdarzają – podkreślała Łosiewicz. Prowadzący program Jakub Moroz zwrócił uwagę, że Kościół katolicki bardzo ostrożnie podchodzi do tematu cudów. – Moja książka nie opisuje wydarzeń badanych przez komisje kościelne. Są to po prostu oparte na sile świadectwa historie zwykłych ludzi, którzy we własnym życiu doświadczyli obecności Boga – tłumaczyła autorka. Książkę pt. "Cuda nasze powszednie" Dorota Łosiewicz pisała będąc w czwartej ciąży. To, co ją spotkało, pchnęło ją do zebrania kilkunastu historii ludzi, którzy doświadczyli Bożej interwencji i zgodzili się o tym opowiedzieć. Podczas pracy nie spodziewała się jednak, że życie napisze dla niej niespodziewany epilog, który pozwoli jej stać się bohaterką własnej książki. CZYTAJ TAKŻE: Wspomnienie św. Szczepana. Ks. Boguszewski: Celem męczeństwa jest życie wieczne Abp Hoser: Niech ustaną kłotnie i spory Źródło: Telewizja Republika Dzisiaj Błażej ma pięć lat. Urodził się, gdy jego mama była w 29 tygodniu ciąży. Chłopiec ważył niewiele ponad kilogram. Niestety, okazało się, że ma czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce. Praktycznie od urodzenia jest rehabilitowany. Obecnie korzysta też z pomocy logopedy i neurologa. Nie chodzi samodzielnie. - W domu Błażej porusza się na czworaka lub przemieszcza po podłodze i dywanie, siedząc na pupie. Z wózka inwalidzkiego korzystamy, gdy wychodzimy na zewnątrz - mówi Justyna Pukas, mama Błażeja. Błażej uczęszcza do przedszkola w Krasnymstawie. Bardzo dobrze rozwija się intelektualnie. Chwalą go wszyscy, bo jest bardzo zdolny. Szybko się uczy, chętnie recytuje wiersze i śpiewa piosenki. W domu i przedszkolu korzysta z pionizatora. Niedługo też dostanie własną bieżnię, kupioną z dofinansowaniem z PCPR. Żeby mógł jednak stanąć samodzielnie na nogi, potrzebny jest kosztowny zabieg metodą Ulzibata. Wykonywany jest on w znieczuleniu ogólnym. - Zabieg ten likwiduje bolesne przykurcze mięśni. Dzieci, takie jak Błażej, mają wzmożone napięcie mięśniowe, przez co trudniej jest im się poruszać - tłumaczy mama chłopca. Zabieg ma się odbyć 3 marca w Krakowie. Będzie kosztował 12 tys. 900 zł. Fundacja Votum, która prowadzi zbiórkę pieniędzy, dokłada 5 tys. zł. Potrzeba więc niemal 8 tys. zł. - Wychowuję Błażeja sama i niestety nie stać mnie na sfinansowanie zabiegu, dlatego prosimy o wsparcie - przyznaje pani Justyna. Zbiórkę na terenie gminy Rejowiec zorganizowała Dorota Łosiewicz, dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury w Rejowcu. Pieniądze były też zbierane do puszek w kościele w Rejowcu, a w ubiegły poniedziałek, za namową radnej Łosiewicz, dorzucili się radni powiatu chełmskiego. - Znam mamę chłopca. Jest członkiem KGW w Woli Żulińskiej. Gdy się dowiedziała, że powinno udać nam się zebrać całą potrzebną kwotę, odetchnęła z ulgą - mówi Łosiewicz. - Bardzo serdecznie dziękuję za wpłaty na Błażejka. W tej chwili mamy ponad 6 tys. zł. Do marca jest jeszcze czas. Gdyby jednak ktoś chciał wesprzeć leczenie chłopca, jest utworzona zrzutka w internecie - mówi dyrektor Łosiewicz. Mama chłopca nie tylko musi zapłacić za zabieg, ale też zapewnić mu transport do szpitala w Krakowie. Będzie też potrzebowała pieniędzy na inne wydatki związane z wyjazdem. Chłopiec będzie nadal wymagał stałej opieki lekarskiej i rehabilitacji. Żadna złotówka z pewnością się nie zmarnuje. Każda wpłata pomoże mu w jego walce o zdrowie. Konto dla Błażeja Pukasa udostępnione jest przez Fundację Votum: 32 1500 1067 1210 6008 3182 0000. Warto też chłopcu przekazać swój 1 proc. podatku, wpisując KRS: 0000272272, cel szczegółowy: Błażej Pukas. Ponadto można wesprzeć akcję, kupując lub ofiarowując jakiś przedmiot na Facebooku, na koncie "Licytacje dla Błażejka". Czytaj także: Walczymy, bo ją kochamy!

dorota łosiewicz w ciąży