Przepalone niebo - jak uniknąć? Jeśli to jest Twoja pierwsza wizyta na naszym forum, pamiętaj sprawdź listę najczęściej zadawanych pytań FAQ . Zapraszamy do zarejestrowania się
patrz w niebo bo podobno Podobno - KęKę "Podobno wszystko, to co robisz naprawdę Zostawia ślady, tak jak śmiech i łzy Podobno czasem nawet głupi ma rację Żeby walczyć, wystarczy żyć /2x Kończę ten etap w swoim życiu, idę dalej Czuję, nerwówkę,"
Odpowiedź. Niebo jest rzeczywistym miejscem opisanym w Biblii. Samo słowo „niebo” użyte jest 276 razy w Nowym Testamencie. Pismo Święte wskazuje na trzy nieba. Apostoł Paweł był „pochwycony do trzeciego nieba”, lecz zakazano mu opowiadania o tym, czego tam doświadczył (2 Koryntian 12.1-9). Jeśli trzecie niebo istnieje, to
DOWNLOAD:》https://krakenfiles.com/view/212701a864/file.htmlDZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY SIĘ PRZYŁOŻYLI DO TEGO ŻE JEST NAS JUŻ 40 000! 🥳 ☆ Obserwuj @wit
Nie Patrz Na Innych Lyrics: Jak na imię ma? Pozostawię w tajemnicy / Dziewczyna z okolicy, w sumie z tej samej ulicy / Podoba się jej chłopak, lecz jej nie zauważa / Chciałaby go poznać
Był zwiastun, ale on ujawniał tylko kilka scen, do tego jeszcze dwu lub trzyzdaniowy opis. Nikt więc nie spodziewał się, że to będzie tak genialny film na podsumowanie roku 2021! A nawet całej epoki”, mówi dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska. Karolina, jak bardzo podobał ci się film „Nie patrz w górę”?
. Tekst piosenki: witał świat juz trochę go nie było chciał poczuć hajs chciał poczuć miłość chciał być tym gościem z klasą z s klasą z dużą kasą co trzyma fason nie wszystko przychodziło mu tak łatwo ale miał dar umiał robić banknot to jest fakt joł nic tego nie zmieni miłość do pieniędzy a pieniądz do portweli on beznadziejny jego życie bez nadziei bez namietny taki chłodny dla niej że sam nie wie co jest grane przejebane to ból czy to dlatego że wszystko poszło w chuj w sercu bój jak w 45 patrz na niebo jak pierdolnie upadki wzloty rozstania powroty problemy z głupoty dla niego no co ty on tylko chciał ją ruchać na hajs a nie ruchać do końca swoich lat teraz mowi tak ma rodzine nad głową dach czy inaczej moglo być brat (taa, mogło być brat, mogło być) zwykły chłopak po delikatnych przejściach czuł sie dobrze w roli ojca i męża czuł się dobrze i wczuł sie konkret w to dawał serce ale nikt nie chciał go wziąść miał szczęście tak myślał tego nie przewidział że tak poprostu w chuja zrobi go ta cizia był z nią ładnych pare lat myślał że jest inna od tych wszystkich szmat niestety jego myślenie było złudne bo ona ciągła drugie życie ze swoim kumplem razem z kumplem spakowali walizki zabrali dziecko i uciekli na wyspy zostal sam a dziecko nie było jego on je bawił ona rżneła sie z kolegą i co kurwa w ten sposób łatwo upaść po tym dzień w dzień zalewał sie w trupa stracił prace samochód musiał sprzedać brakło hajsu a on musiał sie najebać pewnego dnia gdy szedł do sklepu na kacu w sklepie dostrzegł piękną kobiete odrazu jest tu nowa a to jej nowa robota miał kupić piwo a zaprosił ją na obiad z pustymi rękoma wyszedł ze sklepu a na jego twarzy było w chuj uśmiechu i inaczej zaczoł mijać dzień za dniem całkiem przestał pić spotykali sie mieli wspólne plany i wspólne marzenia ona mieszka u niego teraz wszystko sie zmienia ma kuzyna i gdzies odnalazł kontakt ogarnoł nowe i wyjechał na kontrakt wraca do niej chcą razem mieć dzieci i wkrótce wśród nich pojawił sie ktoś trzeci znalazł prace na miejscu miło czas im leci bo po największej burzy i tak słońce za świeci (po największej burzy, i tak słońce za świeci tak to leci, LKC SWS,właśnie tak, kurwa więcej takich numerów !) Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu
Odpowiedzi αмαтσякα odpowiedział(a) o 16:33 ` Widzę gwiazdy oraz księżyc . Gwiazda polarna świeci najaśniej i zwracam tylko na nią uwagę . Widzę gwiazdozbiór który przedctawia Niedźwiedzicę . NAJ ? :) widze duzo gwiazd ?Widze duzo pieknych planet? nie wiem xd hhe <: ") w nocy : gwiazdy , księzyc , czasem drogę mleczną , chmury dzień : słonce , chmury , ptaki , samolot itd. gdy patrze w niebo widze białe chmury . gdy patrze w nocy widze wiele gwiazd tworzacych rozne ksztalty Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
– Zaczyna się od wybornych trunków, z najwyższej półki. Niewielka ilość, ale systematycznie. Winko dla zdrowotności, na lepsze krążenie. Koniak na ból w klatce piersiowej, a drink na rozluźnienie. Potem nawet nie wiesz, kiedy leżysz rozluźniona, nie czując żadnego bólu, na ławce w parku, a zdrowotność, a właściwie czy żyjesz, sprawdzają przypadkowi przechodnie – mówi Karolina, alkoholiczka. Alkoholizm to wróg, który przychodzi niemal niezauważalnie, a każdy kolejny kieliszek wina do kolacji, piwo do meczu czy „okraszanie” uroczystości rodzinnych odrobiną wódki z dnia na dzień może przerodzić się w uzależnienie, które prowadzi do tragedii. W 1984 r. Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła sierpień miesiącem trzeźwości i modlitw o trzeźwość narodu, za osoby uzależnione i ich rodziny. Do podejmowania modlitwy, ale także całkowitej abstynencji od spożywania napojów alkoholowych zachęcają kapłani, zgromadzenia zakonne, jak też sami uzależnieni. Zwłaszcza ci, którzy zmierzyli się z wrogiem i dzięki cichej obecności wielu ludzi wyszli na prostą. Choć często w ich przypadku mówi się, że wyszli z piekła lub odbili się od dna. – To dno widziałam bardzo często. Najpierw dno kieliszka, potem szklanki, butelki i własnego „ja”. Byłam zerem na własne życzenie – mówi jedna z niepijących alkoholiczek. Przyjdź, jak będę trzeźwy Niemal każdego dnia na ulicy widać osoby, które zataczają się w bramach, na przystankach autobusowych, okupują ławki w parku. Niewiele osób decyduje się podejść i zapytać, czy nie potrzebują pomocy. Gdy jednak ktoś się już zatrzyma, najczęściej odchodzi z pogardliwą, zażenowaną miną. Nie wnikając, czemu „jegomość” leży brudny i pijany. Dramat tych osób przerasta nie tylko je same, ale także tych, którzy próbują pomóc. Na jednej z ławek w parku regularnie leży pan Jurek. Niechętnie, ale podejmuje rozmowę. – Przyjdź, jak będę trzeźwy. Chociaż nie, zostań, bo ja trzeźwy nigdy nie będę – konstatuje. Pan Jurek ma 46 lat. Z wykształcenia jest mechanikiem, studiował 4 lata na Politechnice Warszawskiej, nie skończył jednak studiów, bo zakochał się w Joannie. Pojawiło się dziecko, które w wyniku powikłań zmarło dwa dni po porodzie. Druga i trzecia ciąża skończyły się poronieniem. Żona wkrótce po tym odebrała sobie życie, a on rzucił się w wir pracy w warsztacie samochodowym.– Każdy naprawiony samochód był okazją do „piwka sukcesu”. A w ciągu dnia potrafiłem zrobić nawet 15 samochodów. Nie było innej motywacji do życia niż praca – opowiada. Po alkoholu doszło do wypadku w warsztacie. Pan Jurek nie mógł dłużej pracować, więc zaczął więcej pić. Warsztat upadł, a on z dnia na dzień znalazł się na ulicy. Znaleźli go też koledzy od kieliszka. – Nie chcę pomocy, bo mnie jest tak dobrze. Nic mnie lepszego nie spotka, a jak popiję, pośpię, to dni szybciej lecą i kiedyś się skończą – kwituje. Do pana Jurka przynajmniej raz w tygodniu zagląda straż miejska lub policja. Gdy jest w stanie kompletnego upojenia alkoholowego, zabierają go na izbę wytrzeźwień. – Przynajmniej na łeb wtedy nie pada – modlitwa i obecność Takich historii jest więcej. Nie każdy je usłyszy, nie każdy zapyta, ale są tacy, którzy dzielą się historią swojego życia, by ostrzec innych. Do takich osób należą anonimowi alkoholicy, którzy na otwartych mityngach dzielą się swoimi przeżyciami, wspierają w walce z chorobą i dają świadectwo, że z tym można wygrać. – Miałam wszystko. Dom, wspaniałą pracę, wykształcenie i dramatyczną teściową, od której w dniu ślubu usłyszałam, że z większą radością przyjdzie na rozwód niż na ślub – zaczyna opowieść Karolina, alkoholiczka niepijąca już 10 lat.– Z początku się nie przejmowałam. Kochaliśmy się z mężem, byliśmy szczęśliwi nawet z „ogonem” w postaci teściowej. Problem zaczął się, gdy wiedzieliśmy, że nie będziemy mieć dzieci. Z mojej winy. Wtedy usłyszałam, że jestem bezużyteczna i najgorsza. Mąż tego nigdy nie powiedział, ale widziałam, jak patrzy na bawiące się dzieci w parku, z jaką tęsknotą. Dla rozluźnienia ciała, myśli zaczęłam coraz częściej pić wino. Czerwone, półsłodkie, bo wystarczył kieliszek, bym miała dość. Potem dwa kieliszki, bo organizm się przyzwyczaił, a kończyłam na trzech butelkach. Uzależniłam się. Teściowa mogłaby być przeszczęśliwa – miała rację, że jestem nikim i jeszcze alkoholiczką. Straciłam pracę, nie wychodziłam z domu. Jednak któregoś dnia przyszła do mnie, gdy męża nie było w domu, a to zdarzało się coraz częściej, bo nie mógł na mnie patrzeć. Zabrała mi butelkę i zostawiła różaniec. Siedziała koło mnie i modliła się o moje uzdrowienie z choroby. Wariatka… zdała sobie sprawę, że jest współwinna mojej chorobie i z wyrzutów sumienia zaczęła się modlić. Dziś wiem, że to ona mnie uratowała. Modliła się codziennie, przez 3 lata. Dołączyli do niej mój mąż, siostra, rodzina, przyjaciele. A ja na 3 tygodnie zamknęłam się na odwyku. Dziś żyję, dzięki nim. Nie piję już 10 lat, a od 5 jestem mamą Paulinki. Teściowa nigdy więcej nie powiedziała na mnie złego słowa, ale wiem, że nieustannie modli się na różańcu – mówi Karolina. Najczęściej alkoholicy potrzebują mocnego bodźca, by wziąć się w garść i zawalczyć o życie. Często dochodzi do dramatycznych sytuacji, które potrząsają człowiekiem.– Byłem chirurgiem. Teraz jestem salowym. Straciłem prawo do wykonywania zawodu po tym, jak na kacu usuwałem wyrostek małemu chłopcu. Ręka zadrżała, uszkodziłem naczynia krwionośne, zrobił się wylew krwi do wnętrza brzucha. Spanikowałem, że wyda się, iż jestem na kacu. Chłopca uratował kolega, który wiedział, że byłem dzień wcześniej na imprezie, a od alkoholu nie stroniłem. Nie widziałem, że się uzależniam. Praca chirurga była stresująca, więc codziennie wieczorem czy po południu piłem jedno, dwa piwa dla rozluźnienia. Do meczu, do kolacji, do filmu z żoną. Po utracie praw do wykonywania zawodu poszedłem na otwarte spotkanie AA. Do innego miasta, bo myślałem, że u siebie spotkam pacjentów i co wtedy pomyślą. I tak ich spotkałem. Koledzy i koleżanki z AA pomogli mi podnieść się z nałogu, a moja cudowna żona odbyła cztery pielgrzymki w mojej intencji. Gdy wychodziła z domu, zawsze informowała najbliższych przyjaciół, by nie dali mi się stoczyć, pilnowali mnie. Wiem, że to ona wyprosiła u Matki Bożej moje zerwanie z nałogiem. Jej łzy widziałem nieraz, choć myślała, że nie dostrzegam tego. Matka Boża i moja Kasia – one mnie uratowały. Zatrudniłem się jako salowy, bo to element terapii. Każdego dnia patrzę na lekarzy, a byłem jednym z nich. Ten widok trzyma mnie przy tym, bym nigdy więcej nie sięgnął po alkohol, bym już nigdy się nie stoczył – mówi trwa do końca życia Do modlitwy i powstrzymania się od spożywania alkoholu przez miesiąc w intencji trzeźwości narodu zachęcają także Janka i Marta. Matka i córka. – Mama jest alkoholiczką, a ja dorosłym dzieckiem alkoholika. Razem chodzimy na terapię – mówi Marta. Janka nie pije już 20 lat. – Z dzieciństwa nie mam dobrych wspomnień. Nie pamiętam mamy trzeźwej, uśmiechniętej. Pamiętam, jak przynosiłam miskę do jej łóżka, wodę i zasłaniałam rolety, żeby sąsiedzi nie widzieli. Dziś widzę ją szczęśliwą, radosną, pewną siebie i elegancką. O to walczyłyśmy 20 lat – dodaje.– Córka miała 9 lat, gdy klękała przy moim łóżku, sprawdzając, czy żyję i modliła się. Prosiła Boga, by zabrał mnie do siebie, bo ona wtedy trafi do domu dziecka i może będzie jej lepiej, na zmianę wołając Matkę Bożą, by uleczyła mamusię. Jej modlitwa była dla mnie jak cios obuchem w głowę. Będąc na granicy życia i śmierci, zawołałam: „Matko Boża, zdecyduj teraz, w którą stronę mam iść!”. Następnego dnia trafiłam zachlana do szpitala i od razu na odtrucie. W tym czasie córka przyszła tylko raz. Pocałowała mnie w czoło i powiedziała, że zawsze będzie mnie kochać, niezależnie od tego, co dalej będzie się ze mną działo. Dla mnie to była odpowiedź z nieba, co dalej robić. Droga do trzeźwości była długa, ale towarzyszyły mi w niej córka i Matka Boża. Dzięki nim żyję i chcę powiedzieć wszystkim, że modlitwa ma ogromną moc. Jeśli nie widać tego od razu, niech wszyscy wiedzą, że ta cicha obecność jest dla nas, alkoholików, wybawieniem – podsumowuje Janka.
Tęsknić, niecierpliwić się, wypatrywać - oczekiwać. Podczas niemal każdej Mszy św. wypowiadamy słowa "oczekujemy Twego przyjścia w chwale". Ale czy rzeczywiście oczekujemy? Co dla nas znaczą te słowa? Czy powinniśmy oczekiwać? A jeśli tak, to właściwie czego? Dlaczego teraz poruszam temat oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa? Wydaje się, że to kwestia zarezerwowana dla Adwentu. Tak by się mogło wydawać, a jednak czas świętowania Zmartwychwstania Jezusa jest bardzo adekwatny do podjęcia refleksji na ten temat. Zmartwychwstanie Jezusa jest bowiem zapowiedzią, obietnicą i antycypacją tego, czego oczekujemy wraz z powrotem Jezusa w chwale. Niemiecki teolog Jürgen Moltmann pisał, że "wiara w zmartwychwstanie rozpoczyna się wraz z oczekiwaniem powtórnego przyjścia Chrystusa, które będzie wypełnieniem obietnic złożonych przez Niego". Powtórne przyjście Jezusa to czas pełni. Ta pełnia dotyka różnych wymiarów. To pełnia królowania Jezusa, jako Tego, któremu wszystko podlega (por. 1 Kor 15,24), pełnia Jego królestwa sprawiedliwości i pokoju, w którym spełnią się wszystkie błogosławieństwa, kiedy ci, którzy płaczą, będą pocieszeni, a ci, którzy łakną sprawiedliwości, będą nasyceni. Jezus w swoim Zmartwychwstaniu zapowiada także zmartwychwstanie i uwielbienie naszego ciała (por. Rz 8,23). Ale czas przyjścia to także czas odnowy całego stworzenia. Jan Paweł II w homilii skierowanej do księży, zakonników i zakonnic mówił: "Jesteśmy szafarzami Jego [Jezusa] śmierci i Zmartwychwstania. Jesteśmy szafarzami wielkiego oczekiwania Kościoła, który żyje wiarą i nadzieją ostatecznego przyjścia. W ostatecznym przyjściu Pana wypełni się przeznaczenie nie tylko nas, ale też całego stworzenia (por. Rz 8,19)". Dlaczego zatem nie czekamy? Porzucenie oczekiwania na paruzję było procesem powiązanym ze zjawiskami historycznymi i społecznymi. Około IV wieku doszło do "skostnienia" eschatologii i stopniowego przemianowania doczesności na duchową erę eschatologiczną. Czas ten zbiega się z dwoma zjawiskami: z ostatecznym odcięciem się Kościoła od korzeni żydowskich oraz z silnym powiązaniem Kościoła i Imperium Rzymskiego, co doprowadziło do wykształcenia się myślenia o królestwie Bożym jako możliwym do zrealizowania chrześcijańskim państwie. Jednak jak pisze kard. Lustiger: "Błędem byłoby sądzić, że nadejście królestwa Bożego już się dokonało. Ono się do nas zbliżyło, jego nadejście się rozpoczęło. Ale Bóg jeszcze nie jest wszystkim we wszystkich (por. 1 Kor 15,28) i Syn jeszcze nie przekazał królowania Ojcu (por. 1 Kor 15,24). Nie została otarta każda łza (por. Ap 21,4). Śmierć nie została jeszcze zwyciężona (por. 1 Kor 15,26). Śmierć została pokonana w Nim, a w pewien sposób także w nas i my jesteśmy tego świadkami. Ale dobrze widzimy, że wciąż jesteśmy jej podlegli" ("Obietnica", s. 111). Nie czekamy też, bo ileż można czekać? Jak długo możemy wpatrywać się w niebo, do którego wstąpił Jezus i z którego ma wrócić? Powoli nasza chrześcijańska nadzieja zaczęła się skupiać wokół "naszego osobistego" nieba - miejsca, w którym w wyobrażeniach wielu z nas będzie unosić się na chmurach jako duchy. Tak rozumiana nadzieja jest jednak dość mocno ograniczona (a także bardzo zindywidualizowana). Powtórne przyjście otwiera nas na aspekt całościowy. Nie chodzi tu tylko o indywidualne osiągnięcie nieba, nie chodzi tylko o mnie i moje zbawienie, ale o oczekiwanie na odnowienie wszystkiego w Chrystusie. Odnowa nadziei Przykurzona nadzieja zaczęła być odkurzana wraz z intensyfikacją studiów biblijnych najpierw w Kościołach protestanckich (XVIII/XIX wiek), a następnie także w Kościele katolickim (głównie w XX wieku). Jest to związane z charakterem Słowa Bożego, które objawia całą historię zbawienia, znajdującą swoje pełne ucieleśnienie w królestwie Bożym. Nadzieja oprócz Biblii została zachowana także (czasem nie do końca świadomie) w liturgii, która z jednej strony jest wspomnieniem wydarzeń poprzedzających śmierć Jezusa i urzeczywistniających ją, z drugiej wskazuje wyraźnie na ucztę Baranka, Paschę, którą Jezus będzie spożywał z nami w królestwie Bożym (por. Łk 22,16; KKK 1130). W pierwszych wiekach chrześcijanie na zakończenie Eucharystii pozdrawiali się wzajemnie radosnym "Maranatha". Szczególnym czasem oczekiwania była wtedy Wielkanoc. Do dziś jest to zachowane w liturgii bizantyjskiej. Także ukierunkowanie kościołów na wschód było znakiem wyczekiwania na powrót Pana. Prawda o powtórnym przyjściu jest także bezpośrednio obecna w tekstach eucharystycznych, w Wyznaniu Wiary, we wspomnianych już aklamacjach przed Przeistoczeniem, w modlitwach eucharystycznych (III i IV), w modlitwie Ojcze nasz (por. KKK 2772) czy w obrzędach poprzedzających komunię, gdy kapłan modli się, byśmy "wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni nadziei oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa". Tym, który aktywnie odnawia nadzieję Kościoła na powrót Jezusa w chwale, jest niewątpliwie Duch Święty. Stąd o. Peter Hocken, nieżyjący już brytyjski duchowny katolicki, tak silnie podkreśla znaczenie ruchu zielonoświątkowego i ruchu charyzmatycznego w Kościele katolickim jako momentów obudzenia "błogosławionej nadziei" na powtórne przyjście Pana. Jego zdaniem Duch Święty wzbudza w nas pragnienia, które prowadzą nas do aktywnego oczekiwania ostatecznego spełnienia wszystkich Bożych obietnic. Poprzez dary duchowe i charyzmaty możemy doświadczać przedsmaku przyszłej chwały. Ojciec Peter jako istotny element przygotowania Kościoła Oblubienicy na powrót Oblubieńca wskazywał także ruch ekumeniczny, ale przede wszystkim narodziny w XX wieku ruchu Żydów mesjanistycznych, którzy uznają w Jezusie swojego Mesjasza. Żydzi - nauczyciele oczekiwania Często słyszę głosy, że Żydzi "są biedni", że wciąż czekają na Mesjasza, podczas gdy my już wiemy, że przyszedł. Oczywiście rozumiem kontekst tego typu wypowiedzi, ale w moim odczuciu oczekiwanie na Mesjasza jest tym, co w rzeczywistości łączy nas z Żydami. Potwierdza to także kard. Lustiger, sam pochodzenia żydowskiego, pisząc: "Sam Jezus umacnia nadzieję Izraela poprzez antycypowane wypełnienie. Dziś pozostaje ona wspólna dla Izraela i dla ludu Nowego Przymierza. Ową nadzieją jest to, że pewnego dnia Syn Człowieczy objawi się w chwale Bożej na obłokach niebieskich (por. Ap 14,14) i rozpocznie ostateczną ucztę" ("Obietnica", s. 105). Oczekiwaniem na przyjście Mesjasza jest przepełnione każde święto żydowskie - poczynając od szabatu, który według Talmudu jest przedsmakiem wieczności. Cotygodniowe oczekiwanie na szabat, witanie go jako królowej podtrzymuje i wzbudza tęsknotę za bliskością Boga i wiecznym przebywaniem w Jego królestwie. Także podczas Paschy mocno wybrzmiewa oczekiwanie na Mesjasza, który ostatecznie wyzwoli lud Izraela. W trakcie wieczerzy paschalnej Żydzi przygotowują puste miejsca dla Eliasza, wypatrują go za drzwiami jako tego, którego powrót ma poprzedzić przyjście Mesjasza. To tylko przykłady, od Żydów możemy się uczyć tego, co zostaje czasem zapomniane w praktyce katolickiej, by święto przeżywać równocześnie jako pamiątkę wielkich dzieł Boga dokonanych w przeszłości, osobiste wejście w tą rzeczywistość w teraźniejszości, doświadczenie tu i teraz tego, co dokonało się niegdyś dla naszych przodków, oraz jako zapowiedź tego, co Bóg obiecał, pełni, która dokona się ostatecznie wraz z przyjściem Mesjasza. Szczególne miejsce w tym procesie uczenia się oczekiwania powinni zająć Żydzi mesjanistyczni. Żydzi mesjanistyczni nie tylko mogą być dla nas przykładem oczekiwania na powrót Jezusa w chwale, ale są też często interpretowani jako znak eschatologiczny. Bazując przede wszystkim na 11 rozdziale Listu do Rzymian, wielu teologów uznaje, że czas paruzji poprzedzi zwrócenie się Żydów do Jezusa jako Mesjasza Izraela. Podobne twierdzenie znajdujemy w katechizmie: "Przyjście Mesjasza w chwale jest zatrzymane w każdej chwili historii do momentu uznania Go przez «całego Izraela» (Rz 11,26; Mt 23,39)" (KKK 674). W tym kontekście pojawienie się nie tylko pojedynczych wiernych, ale całego ruchu Żydów wierzących w Jezusa, którzy chcą zachować swoją żydowską tożsamość w Jezusie, może być odczytywane jako znak zapowiadający, że czas jest "blisko". Jednak oprócz tego, że są oni znakiem i pytaniem, stawiają nas także wobec pytań, które dawno porzuciliśmy, przywracają też eschatologii miejsce w teologii. Czerpiąc z teologii żydowskiej, nie pozwalają na zbyt szybkie uduchowienie Bożych obietnic i odcinają się od dualizmu Platońskiego, który deprecjonuje element materialny, podkreślają znaczenie świata widzialnego, w tym naszego ciała i ziemi w Bożych planach. "Przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć" (Mt 9, 15) Okres wielkanocny to czas wielkiej radości, bo Ten, który umarł, zmartwychwstał. Przyglądając się jednak postawom Apostołów, widzimy, że wniebowstąpienie Pana niepokoi ich, zasmuca, nie wiedzą, co mają o tym myśleć. Potrzebują wytłumaczenia ze strony Aniołów, muszą przypomnieć sobie słowa samego Jezusa, że nie zostawi ich sierotami (por. J 14,18) i że jest z nimi aż do skończenia świata (por. Mt 28,20). Potrzebują Ducha Parakleta, Ducha pocieszyciela. Potrzebują też obietnicy, że Jezus przyjdzie tak samo, jak widzieli Go wstępującego do nieba (por. Dz 1,11). Czas oczekiwania jest czasem swoistej obecności Jezusa w ukryciu. Z jednej strony jest On obecny dla nas w darze Eucharystii, w sakramentach, w Słowie Bożym, w Kościele, z drugiej strony w przeżywaniu głęboko znaków Jego obecności powinna budzić się w nas nieustanna tęsknota za pełnią, za oglądaniem Go twarzą w twarz, co dokona się, kiedy Pan Młody powróci. Powinniśmy pozwalać Duchowi Świętemu budzić w naszych sercach i w Kościele wołanie: "Maranatha", Przyjdź, Panie Jezu. Joanna Malec - z wykształcenia filozof religii i kulturoznawca; członkini międzynarodowej inicjatywy ekumenicznej TJCII oraz Wspólnoty Hanna służącej bezdomnym w Krakowie
To będzie wyjątkowa noc. Z 7 na 8 kwietnia na niebie pojawi się różowy Księżyc. Na tę noc przypada perygeum Księżyca, a to oznacza, że znajdzie się on zdecydowanie bliżej Ziemi niż zazwyczaj. Będzie to odległość 357,035 km. To oznacza, że Księżyc tej nocy będzie o 14 proc. większy i o 30 proc. jaśniejszy. Jak podaje Science Focus, będzie to najjaśniejsza pełnia w 2020 roku. Nie trudno więc będzie dostrzec Księżyc na niebie. Tym bardziej, że dopisze też pogoda, a niebo będzie niemal bezchmurne. A dlaczego zjawisko to nazywamy "różowym Księżycem"? Nie chodzi bynajmniej o kolor, jaki przybierze naturalny satelita Ziemi. Określenie to związane jest z przypadającym na początek kwietnia okresem zakwitania kwiatów floksów, które mają różowy kolor. Rośliny te mają szczególne znaczenie w kulturze Indian Ameryki Północnej i to właśnie stąd zaczerpnięta została nazwa kwietniowej pełni. Gdzie oglądać "różowy Księżyc" we Wrocławiu? Niestety, tym razem nie możemy wybrać się w miejsca oddalone od miejskiego zgiełku. Dobra wiadomość jest jednak taka, że Księżyc doskonale będzie widać z okna, balkonu czy przydomowego ogródka, więc można podziwiać go bez wychodzenia z domu. A kiedy najlepiej oglądać? Pełnia przypada na godz. w środę, 8 kwietnia. Księżyc będzie się jednak prezentował pięknie już od godzin wieczornych we wtorek. Prof. Simon o leczeniu koronawirusa
patrz na niebo jak pierdolnie